Ks. Ryszard Cwynar in memoriam

facebook twitter

12-03-2026

Odszedł wspaniały człowiek, jedna z ikon Zgromadzenia Michalitów. W styczniu ukończył 88 lat. Jako zakonnik żył przez lat 66, a jego posługa kapłańska to okres 55 lat.

Michalita


Ksiądz Ryszard Cwynar (1938-2026) czcił św. Michała Archanioła godnie i statecznie, a najlepiej świadczy o tym całe jego życie. Na masywnym stylowym biurku w jego pokoju dumnie wznosiła się sporych rozmiarów figura Wodza Anielskiego, a z tyłu potężny jak szafa zegar o pięknym basowym dźwięku. Bycie Michalitą było dla niego sprawą arcyważną i fundamentalną. Dlatego zwykł czasem pytać: „No dobrze, ale czy ty jesteś Michalitą, czy przy Michalitach?”. Jak to rozumiał? Przypuszczam, że miał na myśli dysonans między teorią a praktyką. Nie wystarczy pięknie mówić, pisać i śpiewać, nie wystarczy głosić porywające kazania i podczas rekolekcji wstrząsnąć dobrze (bo tak trzeba) wiernymi. Te ważne i niezbędne w posłudze kapłańskiej zalety powinny zostać poparte świadectwem, potwierdzeniem deklarowanej postawy i głoszonych prawd czynami dnia codziennego, michalicką postawą wobec Boga i wobec człowieka. Miłość i szacunek to sprawa oczywista, ale ważny jest także poświęcony czas, a tego w zawirowaniach codziennego życia nie zawsze mamy zbyt dużo. Ksiądz Ryszard dysponował czasem dla Boga i czasem dla bliźniego. Nawiedzając jego mieszkanie regularnie przez kilkadziesiąt lat, nigdy nie zostałem wyproszony. To raczej ja – wyczerpawszy tematy w serdecznych zawsze rozmowach – zaczynałem zastanawiać się, czy nie przebywam w gościnie zbyt długo. 


 
Droga


Urodził się w Chmielniku, dużej wiosce (obecnie blisko 4 tys. mieszkańców) pod Rzeszowem. W jarosławskiej szkole rzemieślniczej zdobył zawód w wymagającej cierpliwości i precyzji specjalności sztukatora. W roku 1957 zakołatał do gościnnych murów Niższego Seminarium Duchownego, prowadzonego przez Zgromadzenie Świętego Michała Archanioła w Miejscu Piastowym. Potem wszystko poszło zgodnie z planem: nowicjat w Pawlikowicach, studia filozoficzno-teologiczne w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy na krakowskim Stradomiu, a wreszcie w roku 1970 święcenia kapłańskie z rąk biskupa Albina Małysiaka.
W Zgromadzeniu na przestrzeni lat ks. Ryszard pełnił liczne obowiązki: wychowawcy w Zakładzie Wychowawczym Caritas w Strudze (1961-1964 i 1970-1977); prefekta kleryków w Wyższym Seminarium Duchownym w Krakowie (1977-1979); ojca duchownego w tymże seminarium (1979-1989); kapelana sióstr michalitek w Miejscu Piastowym (1989-1993); ojca duchownego i archiwisty w domu macierzystym w Miejscu Piastowym (1991-1993). Ze względu na słaby stan zdrowia w roku 1993 został przeniesiony do domu zakonnego w Krakowie, gdzie przebywał aż do śmierci. Jako ceniony spowiednik posługiwał siostrom zakonnym z wielu zgromadzeń: Duszy Chrystusowej, Wizytkom, Córkom Bożej Miłości, Michalitkom, Józefitkom, Matki Bożej Miłosierdzia. Udzielał się również jako rekolekcjonista, głównie w zgromadzeniach żeńskich (przedstawione tu informacje uzyskałem dzięki uprzejmości mojego Przyjaciela ks. Krzysztofa Pelca CSMA).

 

Duchowość


Ks. Ryszard Cwynar CSMA był człowiekiem głęboko uduchowionym, łagodnym, wrażliwym, empatycznym. Cieszył się darem powołania do życia zakonnego, do realizacji charyzmatu michalickiego. Pomimo ustawicznych problemów zdrowotnych, zawsze gotowy był służyć bliźnim i pomagać im w pogłębianiu miłości do Boga. Potrafił jak mało kto cierpliwie słuchać, po czym w subtelny sposób wykładał swoje racje i poglądy w poruszanych kwestiach. Jego odpowiedzi cechowały się rozsądkiem i życiowym doświadczeniem. Kiedy zdawałem egzamin na prawo jazdy, udzielił mi kilku praktycznych wskazówek rodem być może z epoki PRL, ale do dzisiaj przeze mnie stosowanych, gdyż niejako weszły mi w nawyk. Pozostaje mi być wdzięcznym za te i sporo podobnych rad tudzież podpowiedzi.
W sytuacjach konfliktowych i stresujących ks. Ryszard starał się zachować spokój i opanowanie, a zamiast złorzeczeń zwykł wypowiadać słowo „Trudno!”. Kiedyś jako pacjent czekał w wypełnionej po brzegi poczekalni gabinetu onkologicznego. Zdecydowana większość ciężko chorych pacjentów pozostawała w stanie głębokiego podenerwowania, a on spokojnie oddawał się lekturze i medytacjom. Po kilku godzinach czekania okazało się, że doktor nie pojawi się już tego dnia w przychodni. W poczekalni zrobiło się gwarno jak w ulu, ale ks. Ryszard jedynie skwitował nieprzyjemną sytuację wspomnianym „Trudno!”. Jakby równolegle, ale może zainspirowany taką postawą, nauczyłem się zabierać ze sobą – idąc do urzędów, dentysty, jadąc w podróż itd. – materiały do studiowania, redakcji lub korekty. Trzymam się tego zwyczaju już od wielu lat. Zatopiwszy się w pracy bądź lekturze i prawie całkowicie wyłączywszy się z otoczenia, zawsze konstatuję, że znika dłużenie się czasu, ssanie w żołądku, lęk przed zabiegiem

Pasja


Ks. Ryszard posiadał zamiłowania artystyczne wyniesione ze szkoły rzemieślniczej w Jarosławiu. Aktywnie pomagał w dekoracji sztukatorskiej michalickiej kaplicy w Krakowie przy ul. Kazimierza Wielkiego. Rozwijał także zamiłowania archiwistyczne i kolekcjonerskie. Kiedy pisałem rozdział książki o czterech krakowskich michalickich świątyniach, służył mi nieocenioną pomocą – dostarczył wycinki z prasy i chętnie konsultował temat. Opublikował w swoim czasie siedem odcinków o posiadłości zakupionej przez Michalitów w roku 1927 w ówczesnej wsi Łobzów (dzisiaj ul. Kazimierza Wielkiego) pod wspólnym tytułem „Dom krakowski” („Wspólnota Michael”, nr 57-63). Cykl traktował m.in. o odebraniu po II wojnie światowej przez państwo ogrodu i postawieniu tam bloków mieszkalnych oraz o złożeniu przez władze miasta w roku 1981 propozycji wykupienia przez Michalitów budynków po drukarni: „Co za czasy – dziwił się ks. Ryszard. – Pozwalają kupić to, co było naszą własnością, a siłą zostało zabrane”.
Przez wiele lat Michalita tworzył też albumy z podobiznami św. Michała Archanioła. Znajomi zwozili mu te obrazki z całego świata. Tak powstała imponująca kolekcja zawierająca około trzydziestu albumów. Ponadto w osobnym albumie ks. Ryszard gromadził obrazki prymicyjne młodszych księży Michalitów. Nie wystarczyło jednak dostarczyć samą ilustrację. Ta musiała być dokładnie opisana – miejscem pochodzenia, datą i innymi szczegółami. Jeżeli tych danych nie było, ks. Ryszard utyskiwał i wyrażał żal tym większy, im bardziej obrazek mu się podobał. Sam nie zawsze był w stanie potrzebne informacje zebrać, a album musiał być opracowany starannie i skrupulatnie. Myślę, że jego opracowywanie sprawiało mu wielką radość, dawało chwilę wytchnienia, było sposobem na odprężenie i regenerację sił. Oprócz starannego podpisu ozdabiał ilustracje wymyślnymi ornamentami, nanosił linie i różnorakie figury geometryczne. Zajęcie to przypominało w pewnym sensie pracę średniowiecznych skrybów i iluminatorów, przeważnie mnichów benedyktyńskich. Podziwiałem tę pasję szczerze, bo sam od lat jestem kolekcjonerem nagrań muzycznych, najpierw płyt winylowych, a teraz kompaktowych. Wiem, obecnie można kolekcjonować także nagrania w formie plików bezstratnych na dużych dyskach zewnętrznych, ale bez okładek nie mają już one takiego uroku. Poza tym, nazbierawszy sporą liczbę płyt danego wykonawcy lub kompozytora, wykonuję własnoręcznie tekturowe pudełka z odpowiednimi naklejkami i podpisami. Znalazłem więc w ks. Ryszardzie bratnią duszę i tym chętniej zbierałem dla niego kolorowe podobizny św. Michała. Opatrywałem je komentarzami, spędzałem sporo czasu poszukując ich w sieci internetowej. Później udawałem się do zaprzyjaźnionego punktu kserograficznego i drukowałem obrazki w kolorze. Kiedy nazbierało się tego więcej, co jakiś czas dzwoniłem do mojego współbrata w kolekcjonerstwie i umawialiśmy się na spotkanie. 

 

Przejście


Stanął stary ogromny zegar w pokoju ks. Ryszarda. Wierzę, że ten Michalita o pięknej duszy, znalazłszy się po tamtej stronie, będzie teraz wspierać wiele naszych ziemskich spraw, w pierwszej kolejności tych dobrych i anielskich.

 

Herbert Oleschko (ur. 1957) – literat, publicysta, wieloletni pracownik UJ oraz Akademii Muzycznej w Krakowie. Autor licznych książek o aniołach. Zastępca redaktora naczelnego dwumiesięcznika „Któż jak Bóg”.

Podobne artykuły