Co wydarzyło się w Kalwarii, czyli święty Michał wie najlepiej

W uroczystości peregrynacji figury św. Michała Archanioła uczestniczyłem w Gorzkowie pod Wieliczką. Do dzisiaj pamiętam podniosły nastrój i wyjątkowość tamtego dnia.

Kilka dni temu moja znajoma w Kalwarii Zebrzydowskiej opowiedziała swoją historię dotyczącą być może tego samego okresu. Dokładnie jednak daty już nie pamięta, bo „przecież czas tak szybko płynie”. Jedno jest pewne, wszystko wydarzyło się na grubo przed epidemią koronawirusa.

Pragnę przypomnieć, iż idea pielgrzymowania po Polsce z figurą św. Michała Archanioła narodziła się w umyśle ks. Piotra Prusakiewicza. Przybywając wielokrotnie do Gargano z licznymi czcicielami Wodza Anielskiego, zastanawiał się jak byłoby dobrze, gdyby św. Michał mógł zawitać pod polskie strzechy. Czuł intuicyjnie, że przedsięwzięcie ma szanse przyjąć się na rodzimym gruncie, ale pozostawały wątpliwości i wahania dotyczące strony logistycznej oraz organizacyjnej. Ostatecznie wszystko zostało dograne i kopia figury z Gargano (przepiękna marmurowa rzeźba wykonana w roku 1507 przez Andrea Contucciego) pielgrzymuje po kraju od roku 2013.

Na trasie odwiedzin znalazło się sanktuarium pasyjno-maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej. W ludzi wstąpił wówczas jakiś niezwykły entuzjazm i udzielił się wszystkim obecnym. W Bazylice pod wezwaniem Matki Bożej Anielskiej rozpoczęła się liturgia, później koronka do św. Michała i pieśni według ustalonego porządku. Po zakończeniu została zapowiedziana indywidualna adoracja, możliwość zaniesienia próśb i podziękowań, złożenia świadectw i wyznań. W ogromnym tłumie znajdowała się matka z dzieckiem, malutką córeczką. Bardzo chciała podejść do figury Archanioła, dotknąć i poczuć moc duchową. Nie było to łatwe, ponieważ figura znajdowała się z samego przodu po lewej stronie ołtarza głównego, przed wejściem do kaplicy cudownego obrazu Matki Bożej Kalwaryjskiej. Długo przeciskając się przez tłum wiernych matka i dziecko w końcu dotarły do tego miejsca i mogły spojrzeć z bliska. Matka modliła się za wszystko i wszystkich, nie zanosiła do Księcia Anielskiego jakichś indywidualnych próśb. Po pewnym czasie ilość wiernych w świątyni zmalała i mogły już swobodnie opuścić kościół. Kiedy znalazły się na zewnątrz i zmierzały do stojącego na parkingu samochodu, stało się coś niespodziewanego. Coś chrupnęło i przeskoczyło matce w nogach. Trwało to bardzo krótko, ale wywołało jakąś niezwykłą i trwałą zmianę. Od kilku lat cierpiała na zwyrodnienie wiązadeł śródstopia, tzw. ostrogi. Leczyła to na wszelkie możliwe sposoby, ale ból nie ustępował i czasem przybierał bardzo na sile, stawał się nieznośny i dokuczliwy. I oto teraz ból ustąpił znienacka jakby ręką odjął i do dzisiaj już się nie powtórzył. Była wówczas i do dzisiaj jest przekonana, iż to niezwykłe wyzdrowienie zawdzięcza św. Michałowi. Mimo iż o to nie prosiła, Książę Anielski sam świetnie wiedział co jej aktualnie najbardziej dolega i wykazawszy inicjatywę wybrał „naprawienie” śródstopia.

Jest osobą powszechnie w Kalwarii znaną, szanowaną i lubianą. O opisanym zdarzeniu opowiada wszystkim i czasem ludzie nie wiedzą jak zareagować, uwierzyć lub nie. Nie wiedzą co odpowiedzieć, nie wiedzą co o tym wszystkim myśleć. Ja uwierzyłem i poprosiłem o zgodę na opublikowanie tej historii. Natychmiast zgodę taką otrzymałem, ustaliliśmy jedynie aby nie podawać personaliów, aczkolwiek w rodzinnym miasteczku i tak wszyscy wiedzą.

Tak, ta piękna marmurowa figura – i wiemy o tym coraz bardziej – nie jest li tylko symbolem, tym bardziej pustą alegorią. Zstępuje przez nią do ludzi żywa i namacalna obecność św. Michała. Świetnie czują to uczestnicy peregrynacji – może nie wszyscy, ale większość.

 

Herbert Oleschko

 

Ostroga piętowa to dodatkowa i niechciana tkanka kostna, a na zdjęciach rentgenowskich widoczna jest jako wyrostek, kolec kości piętowej. Jej powstanie wiąże się najczęściej z przewlekłymi stanami zapalnymi ścięgien (wiązadeł) podeszwowych. Cały proces powstawania ostrogi trwa przez wiele miesięcy a nawet narasta latami. Może powodować silne bóle w części przyśrodkowej kości piętowej, utrudnia chodzenie i w skrajnej postaci wręcz je uniemożliwia. Leczenie jest długie, a kiedy zawodzi, konieczny staje się zabieg operacyjny.

Inne artykuły autora

Pasja kalwaryjska (cz. I)

Pieśń słoneczna albo pochwała stworzeń (II)

Biedaczyna z Asyżu i Pieśń słoneczna (I)