Nie lubię tego w konfesjonale!

Chodzenie do spowiedzi jest dla mnie sporym wyzwaniem. Są spowiedzi, po których mam wrażenie spotkania z Bogiem i miłosierdziem. Są też takie, po których wychodzę z olbrzymim poczuciem winy i żalem. Po tych pierwszych rodzi się we mnie motywacja do poprawy życia. Po drugich zaczynam wątpić, czy moja wiara i praca wewnętrzna mają sens. Są nawet takie, po których przez sekundę pomyślę sobie: „Nigdy więcej!”. Na szczęście trwa to tylko przez chwilę. Być może jest to tylko moje doświadczenie, ale odnoszę wrażenie, że wielu ludzi podobnie przeżywa tego typu problemy w konfesjonale.

„Piotrze, czy mnie miłujesz?” - takie pytanie zadaje Jezus Piotrowi, gdy ten dopuścił się zdrady. Nie wypomina mu. Nie mówi, że zrobił źle. On wie, że Piotr to wie. Myślę, że jest to zdanie kluczowe do zrozumienia tego, o co chodzi w sakramencie spowiedzi. Oczywiście nie chcę negować roli pouczenia w czasie tzw. nauki przy spowiedzi, ale często przybiera ona formę szkodliwej „gadki umoralniającej”. Nie jestem do końca przekonany, że przekonywanie ludzi o tym, że robią źle przynosi oczekiwane skutki. Wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś wypowiada swoje grzechy, to jest też świadomy tego, że zrobił źle. W przeciwnym razie w ogóle nie zawracałby sobie głowy spowiedzią. Jasne, że są takie sytuacje, gdy ktoś wprost powie, że nie żałuje, ale wtedy raczej powinno mówić się o tym, jak rozumieć żal za grzechy, a nie zakładać, że ktoś przyszedł do spowiedzi tylko po to, żeby wystawić spowiednika na próbę i podnieść mu ciśnienie.

Zdarza się też czasami, że spowiednik zaczyna straszyć penitenta. Powiem uczciwie, że jako penitent, szczerze nie znoszę takich sytuacji. Ja naprawdę wiem, że moje grzechy są złe i niosą za sobą poważne konsekwencje. Przyszedłem po lekarstwo, po pomoc i radę. Sytuacja, w której spowiednik nie docenia żalu penitenta przypomina rozmowę lekarza z pacjentem przed operacją. Zamiast zapewnić go o tym, ze zrobi wszystko, co w jego mocy, aby operacja się udała, ten stanowczo podkreśla, że część takich operacji kończy się śmiercią. Jaki jest sens takiego zachowania?

Wydaje mi się, że dzisiaj proste „gadki umoralniające” w konfesjonale nie do końca spełniają swoją rolę. Ludzie nie zmieniają się ot tak, bo się im coś powiedziało. Człowiek zmieni się tylko wtedy, jeśli będzie miał nadzieję na zmianę i uwierzy, że spowiednik nie jest ucieleśnionym wyrzutem sumienia, ale sędzią (czyli rozeznającym grzechy) i lekarzem (czyli uzdrawiającym). Doświadczenie podpowiada mi, że takie spowiedzi wnoszą najwięcej do rozwoju duchowego człowieka. W tym sensie najpełniej objawia się moc sakramentu, który zawsze jest skuteczny.

Wierzę mocno w to, że Jezus rzeczywiście przyszedł powołać grzeszników, a nie sprawiedliwych. Potrzebują Go przede wszystkim, ci, którzy się źle mają.

Inne artykuły autora

Taki jestem!

Poglądy

Zapowiedź końca!